Polska – Dolny Śląsk (04.2023 M.A.E)

Dzień 1: Bardzo późny wyjazd (ok 14:00) z powodu dolegliwości bólowych dziecka. Cel Świdnica. Cała jazda zajęła 4h nie licząc postoju na 1,5h w połowie drogi w Dworze Kolesin na krótki spacer oraz obiad – pycha (Link).

Około 19:30 jesteśmy na miejscu w hotelu Red Baron w Świdnicy (Link). Hotel wybrała żona nieświadoma znaczenia nazwy Red Baron. Mi nazwa kojarzyła się głównie z grą komputerową o tym samym tytule z czasów dzieciństwa. Na miejscu okazało się że Świdnica to miasto rodzinne Manfreda von Richthofen który z racji latania na pomalowanych na czerwono samolotach zyskał przydomek Red Baron. Manfred wygrał 80 pojedynków powietrznych i jest uznawany za największego asa myśliwskiego I wojny światowej. Hotel w którym spaliśmy miał wystrój w całości poświęcony jego osobie.

Dzień 2: W hotelu rewelacyjne śniadanie, nawet cornetti mieli nie mówiąc już o prosecco :). Dojazd do zamku Książ 15 minut a potem 30 minut w kolejce na parking. Zamek jest trzecim pod względem wielkości w Polsce po Malborku i Wawelu. Ostatnim mieszkańcem zamku była księżna Daisy Hochberg von Pless. Na potrzeby księżnej i jej rodziny (łącznie 5 osób) pracowało 300 osób służby i 200 ogrodników. W zamku spędziliśmy cały dzień i „zaliczyliśmy” 3 atrakcje: XXXIII festiwal kwiatów i sztuki, podziemia oraz nocne zwiedzanie.

Dzień 3:

  • Rano poszliśmy zobaczyć willę w której mieszkał Manfred von Richthofen (Red Baron). Dom jest zniszczony, zaniedbany a słynnego lokatora upamiętnia tylko pamiątkowa tablica. Dużo ciekawszy jest samolot w pobliskim parku który jest repliką tego oryginalnego który przyniósł sławę Manfredowi.
  • Następny punkt dnia to Kościół Pokoju w Świdnicy. Kościółek jest zbudowany bez użycia gwoździa i jest to największa drewniana barokowa świątynia w Europie. Wnętrze na prawdę robi wrażenie ,,,
  • Na koniec dnia wizyta w Kopalni Zloty Stok – miejsce typowo nastawione na maluchów. Najciekawszy element to powrót z kopali podziemną kolejką.

Podsumowanie: Wyjazd krótki ale generalnie udany. Kończący akord to kolacja w Dworze Kolesin – to samo miejsce od którego zaczęliśmy nasz krótki wyjazd.